Ślub w stylu Art Deco

 

Ze wszystkich stylistyk poprzedniego wieku styl Art Deco od zawsze podobał się Aleksandrze najbardziej przez wzgląd na swoja ponadczasowosc i eklektyczność.

Pomysł na ślub i wesele w stylu vintage pojawił się już przy zaręczynach, za sprawą pierścionka, który Cezary podarował Aleksandrze. Od początku wiedziałam też, w jakim stylu będzie moja sukienka ślubna i tak się złożyło, że krojem nawiązywała do lat 20-30 ubiegłego wieku.

Aby osiągnąć zamierzony efekt, a przy tym „nie rozbić banku” zdecydowaliśmy, że wykonamy ręcznie zaproszenia i ślubne dekoracje zdradza Aleksandra. Mając na uwadze powyższe założenia zaczęliśmy szukać miejsca na przyjęcie weselne. Nowoczesne hotele czy restauracje nie przypadły do gustu narzeczonym, którzy szukali „oazy spokoju”, gdzie goście mogliby się odprężyć i poczuć wyjątkowo. Tak trafili na Pałac Nowy w Ostromecku.

Po obejrzeniu „Wielkiego Gatsby’ego” w reżyserii Billa Luhrmanna, który 2 miesiące później trafił do kin, stwierdzili, że stylem Art Deco będą się jedynie inspirować, wybierając elementy, które uda się przemycić w nowoczesnej formie.

O wszystkich materiałach, dodatkach, papeteriach, upominkach, akcesoriach decydowaliśmy z Czarkiem wspólnie. Tylko w jednej kwestii mieliśmy odmienne zdanie – transport Państwa Młodych – ja chciałam jechać samochodem z lat 30-tych XX w., za to Czarek myślał o czymś z lat późniejszych.

Dużą rolę odegrały stylizacje rodziców Państwa Młodych oraz świadków. Swojemu tacie Aleksandra zaproponowała klasyczny ciemny garnitur i muszkę. Wybrała również sukienkę i buty świadkowej. Zarówno moja mama jak i mama Czarka poprosiły, abym zajęła się ich garderobą – i tak po 2 miesiącach poszukiwań przywiozłam z Anglii 3 torebki, 5 sukienek, 3 pary butów i szal. Kreacje mamy Aleksandry i mamy Cezarego inspirowane latami 30-tymi w całości pokryte były cekinami. Jeżeli chodzi o nasze stylizacje, buty ślubne były jak najbardziej retro – ręcznie robione, wyjątkowe.

O ile wybór strojów i kwiatów należał do Pani Młodej, to wykonanie zaproszeń, winietek, podświetlanych liter i tablicy z opisem miejsc dla gości to już wspólna praca Oli i Czarka. Pomagała również rodzina. Brat Aleksandry zatroszczył się o dodatki na stoły weselne, rodzice przefarbowali doniczki na bukiety na kolor srebrny, Cezary drukował menu na stoły, rozkład i imiona gości, Aleksandra z mamą wyklejały numerki na stoły i winietki. Czarek dzielnie wałkiem do ciasta wyciskał szablony na tablicę z planem rozmieszczenia stołów, wywiercał dziurki na światełka w wielkich literach, a do każdego zaproszenia z motywem wachlarza wbijał metalowe oczka, bo był to niezbędny element naszego projektu…

Motyw monogramu zaczerpnięty z „Wielkiego Gatsby’ego” pojawił się na srebrnych spinkach Czarka, na których czcionką Art Deco wygrawerowano inicjały A i C. Nasze inicjały pojawiły się również na torcie i w wersji mega. Dla ojców chrzestnych wybraliśmy szklane spinki do koszul z monogramem Art Deco. Dziesiątki maili i wiele tygodni rozmów z cukiernią, zaowocowały wyborem idealnego projektu tortu, w którym przewinął się motyw wachlarza z zaproszeń.

W wystroju sali weselnej nie zabrakło stacyjki ze zdjęciami rodziców i dziadków, księgą gości oraz upominków – malutkich słoiczków z miodem.

Wszystkie te elementy oraz wiele innych złożyło się na niezapomniany dzień Aleksandry i Cezarego. Dzięki swojej determinacji i pomocy najbliższych, osiągnęli zamierzony przez siebie cel – metodą DIY zorganizowali uroczystość w wymarzonym stylu i za sprawą uroczych personalizowanych detali stworzyli atmosferę ślubu z lat 20-tych XX w.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*